Telewizja lat 2000. karmiła się bezkompromisowym reality TV i polowaniem na sensację. Dystrybuowany przez studio A24 thriller psychologiczny „Primetime” w reżyserii Lance’a Oppenheima udowadnia jednak, że tam, gdzie kończy się dziennikarska misja, a zaczyna walka o szczyty oglądalności, granica między sprawiedliwością a cynicznym spektaklem zaciera się w błyskawicznym tempie.
Film inspirowany jest kulisami słynnego amerykańskiego programu śledczego, w którym dziennikarze aranżowali prowokacje na dewiantów i przestępców. Główny bohater, prowadzący program Chris Hansen (w tej roli Robert Pattinson), to człowiek uwięziony między oczekiwaniami stacji, uwielbieniem tłumów a własną narastającą obsesją. Zamiast stonowanego sprawozdawcy dostajemy portret mężczyzny, który zaczyna postrzegać sam siebie jako nietykalnego sędziego, gubiąc po drodze chłodne rzemiosło i podstawowe zasady etyki.
Czym ta produkcja wyróżnia się na tle gatunku?
-
Rola Roberta Pattinsona i mocny drugi plan: Pattinson po raz kolejny udowadnia swoją aktorską wszechstronność, budując postać prowokatora chwiejącego się na granicy narcyzmu i paranoi. Równie przejmujący ciężar niosą kreacje drugoplanowe – Skyler Gisondo jako młody, zagubiony aktor biorący udział w prowokacjach oraz Merritt Wever w roli bezwzględnej producentki.
-
Surrealistyczna, gęsta atmosfera: Reżyser unika klasycznego formatu biograficznego. Zamiast tego operuje senną, wręcz psychodeliczną estetyką wizualną – operowanie oświetleniem, niepokojącymi cieniami i kadrowaniem sprawia, że korytarze studia telewizyjnego przypominają duszny labirynt.
-
Gorzkie zwierciadło podstawione widzowi: „Primetime” nie ocenia wyłącznie twórców telewizyjnego widowiska. Wskazuje, że bez masowego zapotrzebowania na publiczne upokorzenie i dramat na żywo, takie formaty nie miałyby racji bytu.
Odbiór filmu po pierwszych seansach podkreśla jego Prowokacyjny i bezpretensjonalny charakter. To duszny, zrealizowany z inscenizacyjnym kunsztem thriller, który zadaje niewygodne pytania o to, co właściwie napędza naszą chęć oglądania cudzego upadku na ekranie.
Dla miłośników kina wyrazistego, szukających na sali kinowej dopracowanego aktorstwa oraz dreszczu emocji połączonego z refleksją nad współczesnymi mediami, jest to propozycja zdecydowanie warta uwagi. Warto zarezerwować bilet i przekonać się o tym na dużym ekranie.


