galeria

Wystawa „Studia portretowe papieża Innocentego X i inne obrazy”

„Studia portretowe papieża Innocentego X i inne obrazy Tomasza Wiktora”
(uwaga: Debiut!)

Napisać, że żyjący w szesnastym i siedemnastym wieku Giovanni Battista Pamfili, a w latach 1644-1655 papież Innocenty X, ostatni papież bezpośredni potomek innego papieża, był, bo był, barwną postacią swoich czasów to niewiele. W ruchu sztuki funkcjonuje choćby poprzez portrety, jak najsłynniejsze z nich Velazqueza (1650) czy bliższe naszemu czasowi realizacje Francisa Bacona, z przełomu lat 40. i 50. XX w. Papież Innocenty X stał się właśnie bohaterem a może jedynie pretekstem malarskiej wypowiedzi Tomasza Wiktora. To wyzwanie. Świadomość genialnych poprzedników dla młodzieńczości postawy jest w zbliżonym stopniu ważna, jak i nieważna. Kameralnych formatów trzy „Studia portretowe Papieża Innocentego X” Wiktora są bardzo pięknym malarstwem. Niebezkonfliktowym. Młody malarz zajmuje się analizą psychologiczną przekładającą się na bardzo interesującą, dojrzałą formę malarską. Jego portrety są ulokowaniem postaci papieża pomiędzy uniezależnieniem a uwięzieniem, najdobitniej widoczne w studium posiadającym w przestrzeni tła dwie ukośne linie o delikatnie odwróconej perspektywie. Papież uwięziony, jak przez Velazqueza złotą ramą tronu, czy bardziej dosłownie: w klatce przez Bacona. W ostatniej wersji Wiktora dokonuje się, a może bezpieczniej napisać że zaczyna się, dekonstrukcja twarzy papieża wpływając na jego wyraz psychologiczny. Malarstwo Tomasza Wiktora jest psychologizujące. W jednym z obrazów zatytułowanym dosłownie „Efekt halo” odnosi się do tendencji w psychologii związanej z automatycznym, pozytywnym lub negatywnym, przypisywaniem cech osobowościowych na podstawie pozytywnego lub negatywnego wrażenia.
Znam też malarstwo Wiktora realizowane na większych formatach, niemniej jego obrazy na niewielkich, kameralnych formatach płócien wydają się posiadać siłę znacznie większą, niż ta która wynikałaby ze zwiększonego formatu. Te małe obrazy kumulują moc, mówiąc głosem donośniejszym. Treść nie zawsze musi krzyczeć formatem płótna, obrazy nie muszą krzyczeć, by o sprawach najbardziej istotnych mówić głosem dostojnym, czasem szeptem. To kwestia czułości obrazu.
Obrazy „Pierwsze wrażenie” wydają się być niebeznamiętną notatką, ale refleksją i sumą wrażeń dostrzeżonych „bardzo szybkim okiem” i zrealizowanych nie ustępującą tej prędkości ręką. Tomasz Wiktor posługuje się klasycznym warsztatem malarskim, z wszystkimi dobrodziejstwami techniki olejnej na czele. Kolor tego malarstwa jest już rozpoznawalny: ziemie, żółcienie i czerwienie przekładające się na złotą tonację dostojności koloru.
Tomasz Wiktor, student IV roku kierunku malarstwo wrocławskiej ASP, umie naprawdę dużo. Jego sprawność zwraca uwagę, ale mam wiarę, że obrazy nie są jedynie doświadczeniem warsztatowej biegłości. Podobnie jego „Studia barw podstawowych”, „Relacje” i „Obszary cienia” pełne są pozamalarskich treści. Gładkie, eleganckie powierzchnie pełne są napięć. Ciechocińska wystawa jest jego indywidualnym debiutem. Na artystyczne dojrzewanie ni ma reguł: jedni dojrzewają wcześniej inni później. To malarstwo jest dojrzałe z poważnymi szansami na rozpoznawalność w świecie sztuki. Malarstwo jest o czymś albo go nie ma. Malarstwo nie jest udawaniem malarstwa; jest miłością czystą. Refleksja Wiktora jest o czymś naprawdę ważnym, jest malarstwem w pełnym znaczeniu tego pojęcia. Znajduję w nim zarówno emocje jak i mistrzostwo.
Podobno Innocenty X patrząc na ukończone dzieło Velazqueza powiedział: „Troppo vero” („Zbyt prawdziwe”), chciałbym aby realizacje tego młodego malarza były prawdziwymi obrazami duszy. Miejmy jednak świadomość tego, że – jak mawiał klasyk – nic na świecie nie nasłucha się tyle nonsensów, co obraz.
prof. Paweł Lewandowski-Palle